Izabela Gass

Julian Fałat w Szwajcarii

Julian Fałat (18534- 1879) popularny malarz polski, znany jako autor scen myśliwskich spędził lata 1874 - 1879 w Szwajcarii studiując na Politechnice w Zurychu, a później pracując jako rysownik przy budowie kolei z Winterthur do Rapperswil.

Po latach w swoich pamiętnikach wspomina Szwajcarię jako „cudną i drogą , która najbardziej zaważyła nad moją całą karierą techniczną i malarską, a nawet nad całym moim życiem”.[1] Fałat pochodzący z rodziny chłopskiej o własnych siłach utrzymywał się najpierw w Krakowie, gdzie studiował w Szkole Sztuk Pięknych, a później w Monachium, skąd przeniósł się na Politechnikę w Zurychu. Na Politechnice spotkał kilku rodaków: Holzera, Spysza, Pełczyńskiego i Sikorskiego. Zarabiał malując pejzaż lub tło na projektach budowli projektowanych przez studentów. Wkrótce jednak nie radząc sobie ze studiami z powodu braku przygotowania z matematyki i niedostatecznej znajomości języka niemieckiego wrócił do Monachium i rozpoczął studia na Akademii Sztuk Pięknych. Wiecznie głodny i schorowany zdecydował się przerwać studia i przyjąć posadę rysownika w Szwajcarii z wynagrodzeniem 7 fr. dziennie. „Zaczepienie się o tę posadę miało dla mnie niesłychane znaczenie i wywarło wpływ na cale moje życie. Te dwa lata, w ciągu których byłem zajęty przy budowie kolei Tosstahlbahn, to jeden z najpiękniejszych epizodów mojego życia” –wspomina. [2]

Dni wolne od pracy spędza na wycieczkach po górach nocując w szałasach pasterskich. Wkrótce pasterze stają się jego znajomymi, u których może przenocować „pod pierzyną napełnioną nie pierzem, ale suchymi liśćmi”, napić się mleka, najeść się sera. „W następną sobotę po takiej gościnie przynoszę im flaszeczkę „chrysiwasser” czyli „kirchwasser” (wódka z czereśni), którą piją chętnie, przegryzając „landjagrem”, to jest zasuszoną płaską kiełbasą.” Maluje akwarelą portrety pasterzy, pracowników kolei, pejzaże. „Rysuję piórkiem widoki sosen obsypanych śniegiem i zamarłych wodospadów i portrety moich pomocników mierniczych.” [3]Cieszy go sukces, który odniósł w Lucernie, kiedy to malując na ulicy pejzaż został otoczony przez turystki angielskie, zainteresowane kupnem obrazka. Zrobiły licytację między sobą i zapłaciły mu za pracę niebagatelną kwotę 100 franków.

Zadziwia go w Szwajcarii wiele rzeczy. Młodzież, która może się uczyć do 17 roku życia jak w gminie Hottingen, zamożnym przedmieściu Zurychu , wycieczki szkolne statkiem po jeziorze, czy wreszcie ćwiczenia gimnastyczne , jak np.” turnfest”. „Po raz pierwszy widzę ćwiczenia i zapasy młodzieży około 18 lat, przybranej tylko w rodzaj krótkich trykotów. Najbardziej podoba mi się tzw. „hosenlupfen”: dwaj zapaśnicy po przyjaznym podaniu sobie rąk i po obopólnym ustaleniu chwytów, na znak dany przez sędziego rozpoczynają walkę, w której chodzi o położenie przeciwnika na ziemi, według przyjętych reguł. Zwycięzcy otrzymują nieraz bardzo znaczne nagrody pieniężne lub wartościowe przedmioty.” [4]

Robi coraz dłuższe wycieczki górskie: „Gdy moi przyjaciele jadą na rozrywki niedzielne do Zurychu, ja idę w góry; w poniedziałek przynoszę ze sobą wzmożone poczucie zdrowia i w tece parę malowideł, podczas gdy moi przyjaciele przywożą zwykle „katzenjammer”. Aż postanawiają iść na przyszłość za moim przykładem i w niedzielę urządzamy wspólną wycieczkę do Maria-Einsiedeln.”

Wreszcie linia kolejowa zostaje wybudowana. Na uroczystość otwarcia kolei przybyli dygnitarze kantonalni i berneńscy.”Gdy pociągiem przybranym w zieleń i kwiaty, wjeżdżamy na stację, honorationes witają nas przemowami, a „ehrenjungfrauen” ofiarowują na pomyślność kielichy napełnione winem. Mnie znanego od dwóch lat miejscowym mieszkańcom, zapraszają tym gościnniej i serdeczniej – tak że w końcu niezliczone puchary wina zawieruszyły mi trochę w głowie. Muszę dodać, że Szwajcarzy lubią wino i przy lada okazji wypijają wiele „literli”.[5]

Za pieniądze zaoszczędzone z pracy na kolei Fałat może sfinalizować studia w Monachium. Na dodatek zakupiono jego rysunki jako ilustrację do przewodnika po wybudowanej linii kolejowej. Zaczynają przychodzić zamówienia na portrety,” Sunsthandlung” Appenzellera zakupuje kilka jego akwarel. Wszystko to przynosi mu pewną popularność. Zyskuje także sympatycznego ucznia z Bazylei, 25-letniego chemika, który pragnie brać u niego lekcje. „Proponuję mu malowanie z natury w jakimś odosobnionym malowniczym zakątku”. Wynajdują Jezioro Wallensee, nad którym spędzają kilka tygodni, rysując i malując oraz… zapijając się winem szwajcarskim.

Następny rok Fałat spędził w Monachium studiując, chorując i biedując. Jak to w życiu bywa, owe zaoszczędzone pieniądze nie okazały się znowu takie duże i na niedługo starczyły. Dopiero otrzymany Srebrny Medal Akademii Monachijskiej, Srebrny Medal z Paryża, a przede wszystkim zakup jego prac w Monachium, Paryżu, Warszawie, Liege diametralnie zmieniają sytuację materialną artysty. Może już zgodnie z uświęconą tradycją malarzy, zwłaszcza niemieckich ruszyć na południe, do Rzymu.

Spyta ktoś, a gdzie wspomnienia o Rapperswilu? Są, ale niezbyt pochlebne, nie tyle o Muzeum Polskim, co o hr. Platerze. W 1879 r. znów pogrążony w biedzie Fałat zwrócił się do hr. Platera z prośbą o wsparcie w zamian za namalowanie albumu rysunków z Rapperswilu . ” Lecz jakiż skutek tego? Otóż będąc pierwszy raz u niego wyprosiłem na buty i na drogę do Rapperswilu 25 fr, drugą razem chcąc już wyjechać do Monachium dał mi Plater 20 fr. Prawda, ja mu nie powiedziałem, że żądam tyle a tyle, gdyż sądziłem, że on znający moje położenie , będzie mógł sam ocenić ile będzie mi potrzebnym do zaczęcia roboty. Pieniędzy do powrotu nie miałem, a zatem zostałem w Zurychu i wszystko przepadło, co przez kontynuowanie studyj zyskać mogłem.” Rozgoryczony Fałat uważał się zobowiązany jedynie do zwrotu 45 franków. O żadnym malowaniu nie chciał słyszeć. Ale to znowu zezłościło hr. Platera, który dowiedziawszy się, że Fałat wyjeżdża do Monachium „z obawy więc zapewne , ażby 45 franca nie przepadły, życzyłby sobie, abym zrobił te dwa rysunki – widok zamku i ogródka. Otóż, ja wolę zwrócić 45 franców i uskutecznię to najdalej za 10 dni, bo w tym czasie ukończę dwa portrety, nad którymi obecnie pracuję i będę mieć znowu pieniądze”.[6] Nie wiadomo jak cała sprawa się skończyła. W każdym bądź razie akwarela Zamek w Rappeswilu powstała i obecnie znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie. Inne akwarelowe pejzaże ze Szwajcarii, nieznane są nawet z tytułu. W zachowanych „szwajcarskich” widokach architektonicznych (Kościół Św. Piotra i Pawła w Zurychu, Budowa tunelu, Kolejka na zboczu góry) razi pewna sztywność, drobiazgowość ujęcia, na co wpływał rysunek techniczny, który wtedy uprawiał. Jedynie litografia według rysunku Fałata Portret mierniczego zaskakuje plastycznym oddaniem planów i górzystego krajobrazu w tle oraz delikatnym rysunkiem chłopca. Czy zostały jeszcze jakieś prace ze „szwajcarskiego” okresu?



[1] Julian Fałat, Pamiętniki. Katowice 1987, s. 66

[2] Tamże, s. 71

[3] Tamże, s. 73

[4] Tamże, s. 67

[5] Tamże, s.76

[6] Jerzy Malinowski, Julian Fałat. Warszawa 1985, s.66